Z pamiętnika ‘Mój Dany Mi Świat”
Na Facebooku zobaczyłam, znajomego wspomnienie z Indii.
Sprawiło to, natłok myśli ,wspomnień sytuacji, które ja przeżyłam, będąc na pielgrzymce do grobu św. Matki Teresy z Kalkuty w Indiach .
Indie, cudowny kraj ,pełen kontrastów, które zachwycają pięknem i uczą pokory.
Byłam tam w listopadzie, szczęśliwym indyjskim miesiącu zawierania małżeństw. Widziałam przepiękne korowody ślubne, odświętnie ubranych panów młodych ,na przystrojonych koniach (raz na słoniu) w asyście jego najbliższych ,fajerwerki. Coś pięknego.
Od przewodnika słyszałam ,że po ślubie ,nieraz młodym mężatkom, których rodziny nie dały posagu, wybuchają „przypadkiem” butle z gazem. Często kobiety giną lub zostają oszpecone.
„Święte krowy” chodzące po miastach, które Europejczyk chce zobaczyć. Są to szukające pożywienia, stare wychudzone zwierzęta , które żeby nie zdechły u właścicieli, bo przynosi to pecha, są wyrzucane na ulice.
Od lat zawsze staram się mieć w kieszeni drobne pieniądze. W Piśmie Świętym jest napisane "Nie ma ten za mało co ma niewiele, a ten co ma dużo, nie ma za wiele”. Też w Indiach kilka rupii zawsze miałam przy sobie. Często gdy wsiadaliśmy do autokaru, dzieciaki widząc turystów podbiegły wyciągając rączki. Tego dnia drobne mi się skończyły, chciałam wejść do autokaru, nogę stawiając na stopniu, usłyszałam za plecami, „MAMO”. Wyjęłam papierek, może było to 100rupi (ok 7zł) nie pamiętam, odwróciłam się by je dać. Zobaczyłam wtedy przed sobą dziewczynę która wyrosła jak spod ziemi ,była w sari, zakrywała twarz,. W chwili gdy dawałam jej banknot odsłoniła jej się buzia . Dziewczyna miała w bliznach twarz ,zniekształcone oczy uśmiechnęły się do mnie . Gdy zobaczyła banknot,, przytuliła go do serca, zakrywając znowu buzię, uciekła.
Nie-dowierzając w to co miało miejsce, że tego doświadczam, wsiadłam do autokaru.
Innym razem, zaczepili mnie mnisi buddyjscy , gdy byliśmy przy drzewie objawienia Buddy. Prosili bym zrobiła sobie z nimi zdjęcie. Pomyślałam wtedy, taka fotka, jest to atrakcja dla nich ale i dla mnie.
Po przyjeździe do domu, na jednym ze zdjęć , zobaczyłam ,że stojący przy mnie mnich, ma wyciągniętą rękę z aparatem fotograficznym i mnie robi zdjęcie. To zdjęcie zaintrygowało mnie. Pomyślałam, wtedy, mam widocznie się czegoś nauczyć od mnichów. Czego mogę się od nich nauczyć? Medytacji z której słyną.
Ale to nie moja religia, nie pojadę do Tybetu.
Patrząc na to zdjęcie, przypominała mi się rozmowa sprzed lat z zaprzyjaźnionym księdzem, który opowiadał, o rekolekcjach Ignacjańskich ,na których on był, gdzie się kilka dni milczy.
Nie zapomnę jak wtedy pomyślałam, to nie dla mnie. Jednak ta informacja sprawiła ,że odnalazłam rekolekcje, pojechałam nauczałam się medytować ,potem kontemplacji w duchu Chrześcijaństwa ,by w ciszy bo tak tylko można ,usłyszeć Pana Boga . A to, że się nie-mówi 5-8 dni, tylko 20minut dziennie z kierownikiem duchowym,(podobne praktyki stosują buddyści)okazało się dla mnie żadnym problemem. Teraz wiem, że gdy się czegoś pragnie można to osiągnąć, nie szukając innych religii, krajów. Moja ,nasza religia Chrześcijańska-Katolicka, jest tak piękna, uniwersalna a gdy się ją wierząc pogłębia zapewni z Wolą Bożą wszystko .
Patrząc na wspomnienie na Facebooku, długo jeszcze wspominałam swoje takie i inne historie.
(zdjęcie, zrobiłam w Indiach!!!!!.)