Zostałam jakiś czas temu zaproszona, do nowo wybudowanego domu na Mazurach. Chciałam jego mieszkańcom, ofiarować coś wyjątkowego, od siebie.

Ale co? Patrząc wtedy , na namalowane kiedyś błękity, niebo, pomyślałam, że może to być, świetna podmalówka pod obraz który im ofiaruję. Pragnęłam, by dom do którego zostałam zaproszona był dla jego mieszkańców bezpiecznym, szczęśliwym schronieniem. Tak powstał mój namalowany prezent „ tajemniczy- cukierkowy” obraz, który im podarowałam, tytułując „Księżycowe Mazury”.

Mazury miejsce ich zamieszkania, które o każdej porze dnia, roku są piękne.

Czy sprawiłam swoim podarunkiem radość?

Czy pasuje im on do wystroju domu? Nie wiem.

Wiem, że obraz namalowałam, ofiarowałam z serca.

Na jednym z plenerów malarskich, powstało na płótnie wspomnienie, mojego bezpiecznego miejsce sprzed lat. Dawno temu, nie mając realnego miejsca na Ziemi, miałam tam schronienie, oczywiście w wyobraźni. Koledzy patrząc na malowidełko pytali co to? Odpowiadałam, błękity, niebo, nie mówiąc im z czym te błękity, to niebo mi się kojarzy, czym dla mnie były.

Dlaczego tak się wtedy stało, że nie miałam realnego bezpiecznego miejsca na Ziemi że „musiałam wchodzić na chmury”?.

Mając empatię przyciągam do siebie osoby narcystyczne. Dawniej nie miałam pojęcia, że tak jest, że są wokół mnie, nie gdzieś tam, tacy ludzie, że jest ich tak wielu. Teraz ich rozpoznaję, dystansuję się do nich, jestem wyczulona na ich słowa, gesty, manipulację. Nad empatią też nauczyłam się panować. Tak jednak dawniej nie było, byłam bardzo ufna, czy naiwna? na pewno zmanipulowana, może uzależniona?na pewno zaslepiona.

Narcyz wiedział, że czuję jego stany emocjonalne i wykorzystywał to.

Czując frustracje narcyza, ufając jemu, często wiedziałam, że spełniając jego oczekiwania, postępuję wbrew sobie, że sama depcze swoją intuicję, swoje ego. Gdy zachowywałam się wbrew oczekiwaniom narcyza słyszałam, jesteś samolubna, niewdzięczna, bez serca …….. co bolało. Sama mając empatię, nie zdawałam sobie sprawy, że inni ludzie mogą jej nie mieć. Nie mają. Uwikłałam się, zaufałam ludziom niewartym ufania. Gdy znalazłam się w sytuacji gdy potrzebowałam pomocy, prosiłam o nią, domagałam się jej, nie mogłam zrozumieć jak można nie czuć tego co ja czuję, być obojętnym na moje cierpienie. Czułam tylko ich rozdrażnienie, gniew i słyszałam, „czego ty chcesz, co się z tobą dzieje, daj mi spokój, to nie moja sprawa, zajmij się sama sobą, jesteś kłopotem, sama tego chciałaś”.

Boleśnie wtedy zrozumiałam, że ludzie którym tak ufałam byli narcyzami, którym ja jestem obojętna, zrozumiałam, poczułam, że dla nich inny człowiek jeśli nie jest ich „narzędziem”, jest zbędny, nikim.

Zostałam ze swoim bólem, swoimi emocjami sama.

Spostrzegłam wtedy, że nie mam realnego miejsca na ziemi ,gdzie kiedy jest mi źle, boję się, mogę się schronić, poczuć się bezpiecznie. Wtedy to w wyobraźni, zaczęłam „wchodzić na chmury”. Przez jakiś czas, do chwili, gdy nie nazwałam sytuacji „po imieniu”, poukładałam się, było to moje jedyne bezpieczne miejsce, choć obiektywnie nierealne. Wiem, że dziwnie to brzmi.

Wyobraźnia moja, wtedy jednak pozwoliła mi odzyskać utraconą równowagę, poczucie bezpieczeństwa, którego wszyscy pragniemy, które daje nam siłę, wiarę w dobro, drugiego człowieka, radość życia.

No i jak tu nie wierzyć w cuda.

Wtedy to namacalnie uwierzyłam w Opatrzność Bożą, że było to po coś.

Jednak od wtedy jestem wyczulona na wszelką manipulację. Obecnie widzę, wiem jak nieświadomie, my Polacy staliśmy się polem „wrogiej Polsce” manipulacji, by elity polityczne realizowały, nie nasze -polskie cele, to boli ale też zdaje sobie sprawę, ze jest coś takiego jak zaślepienie- argumenty nie działają.

Moje plenerowe malowanie, wspomnienie „bezpiecznych” błękitów nieba, są podmalówką do obrazu „Księżycowe Mazury”.

Na zdjęciu obraz „Księżycowe Mazury”