Z pamiętnika "Mój Dany Mi Świat"❤️(10)
Z pamiętnika „Mój dany mi świat” czyli zwerbalizowane ,nazwane „po imieniu”, moje uczucia, myśli, odczucia mojego, naszego Realu.
Mam bardzo dobrych znajomych na których zawsze mogę liczyć, co w obecnych czasach nie jest częste. Jestem szczęściarą!!! Niektórzy z nich „mają jak ja ,swoje lata” i potrafią cały czas mnie zadziwiać..;-)))) swoja radością życia, swoimi pasjami..
Gdy znajomy, starszy od mnie, powiedział ,ze weźmie udział w maratonie, sekundowałam jemu, choć w sercu czułam troskę „oby dał radę”. Byłam taka dumna , gdy „zdrowo” ukończył bieg . Dla mnie był to dowód ,że w każdym wieku można pokonać siebie, swoje słabości. Obecnie kolega w swojej klasie wiekowej zajmuje miejsca na podium w „triatlonach”. A ja „nieustająco” jestem dumna, że go znam, że jest moim dobrym znajomym, że ma taką pasję, że może i chce, pokonać ,pokonuje swoje ograniczenia.
Kilkanaście lat temu przyjaciółka zapalona pływaczka, stwierdziła, "że skoro żyje w strefie klimatu umiarkowanego, powinna pływać na powietrzu o każdej porze roku".
Popatrzyłam wtedy na nią , myśląc sobie z powątpiewaniem „na pewno”.
Ale gdy jako jedna z pierwszych ,nie było wtedy jeszcze modne morsowanie, „mając swoje lata” kąpała się, niezależnie od temperatury otoczenia i sprawiało jej to radość , dawała radę, nie chorowała, wręcz przeciwnie, wspierałam ją , najczęściej stojąc na brzegu z ręcznikiem , prosząc by daleko nie odpływała, bym miała ją na oku. Ja pływam prawie „stylem siekiery” więc marny i tak ze mnie „ratunek”, ale mam wtedy złudne poczucie ,że ona jest bezpieczna.
Podziwiam ją ale ?Ale!!!!Te jej samodzielne wchodzenia do wody budzą we mnie do dziś lęk .
Nigdy nie zapomnę sytuacji gdy o szarówce znalazłyśmy się nad jeziorem z psem ( nowofundlandem)Belą . Jak zawsze weszła do jeziora by popływać. Zapadł zmrok, trochę było mi nijak ,że jej nie widzę.
Belci poleciłam by zorientowała się w sytuacji i nie przestraszyła pływaczki.
Nad brzegiem jeziora w ciemności , którą starały się rozświetlać ledwie migoczące gwiazdki , zostałam sama. Zrobiło mi się nieswojo, no ładnie pomyślałam „nie miała baba kłopotu- przyszła nad jezioro”. Po chwili Bela ociekająca wodą zamajaczyła na brzegu, radośnie otrząsając się z wody ,zaczęła się do mnie łasić, merdając ogonem,. W jednej chwili ubranie moje było mokre. Wiedziałam , że koleżanka zażywa rozkoszy pływania.
A „ baba „? ma mokre ubranie- nie ma kłopotu , ha..ha.…
Na zdjęciu Przyjaciółka(zdjęcie z moch zbiorów)